Dzień 5 i 6 – Podróż do Moskwy

Ogromna kobieta z kamiennym wyrazem twarzy i drewnianą pałką przy pasie sprawdziła mi bilet. Cud, że krótkie obcasy nie złamały się pod jej ciężarem. Rzuciła krótkie hasło po czym wsiadłem. Prosiłem ludzi w środku by wskazali mi miejsce bowiem nie ogarniałem tych bazgrołów na bilecie. Na szczęście młodzi ludzie kumają angielski i wytłumaczyli mi gdzie ma się udać.

„Bilijet pożausta” – powiedziała sympatyczna korpulentna Pani. Wszystkim w pociągu dali karteczki „anketa” gdzie musiałem podać wszystkie dane dotyczące zarówno mnie jak i mego pobytu. Potem kolejna. Tym razem kartka a4, wędrująca z rąk do rąk. Wypełniłem ją intuicyjnie, bowiem nie znam cyrylicy. W najgorszym wypadku dostane drewnianą pałą przez łeb – żartuje sobie w myślach. I na deserek jeszcze jedna i ostatnia. Karta migracyjna podzielona na dwie części. Jedną trzeba okazać przy wjeździe drugą przy wyjeździe z Rosji.

Po wagonie niesie się muzyka z biesiadnymi rosyjskimi pieśniami, puszczana z radia jednego z pasażerów. Przez małe szczeliny w oknie próbuje dostać się coraz to mroźniejsze powietrze. Zboczony facet wzrokiem gwałci młodą damę (która siedzi naprzeciw mnie) za każdym razem gdy ta pochyla się wyciągając z torby batony i kanapki. Na mej twarzy maluje się zdziwienie. Jak tak maleńka osoba może w siebie tyle zmieścić? Wygląda jakby siedziała miesiącami w łagrach. Może i siedziała i teraz żre na zapas? Nie wiem.

Jak smród po gaciach kręci się tęga babeczka, ocierając się swym tłustym tyłkiem o pasażerów. Kręcą się też inni ludzie. Kursują co chwila z kubkami gorącej wody w którą to każdy wagon jest zaopatrzony. Kawy, herbaty, zupki błyskawiczne. Gdybym tylko wiedział. Wiedziałem. Część pochłonięta lekturą, inni zahipnotyzowani, nie mogą oderwać swego wzroku od smartfonów. I ja. Bawiący się rozmówkami rosyjskimi usiłując wynieść z nich jak najwięcej. Ni chuja!

Za oknem drzewa wraz z niebem zlewają się w smolistą masę, tworząc razem czarne tło. Co jakiś czas mignie za oknem biała kula w postaci latarni. Dookoła zero żywej duszy. Żadnych domów, ani jednego samochodu. Nic. Dziadek siedzący po przekątnej ode mnie, wcina kanapkę z salami, przegryzając jajo z majonezem. Zgłodniałem. Zjadłbym swą kiełbachę, którą kupiłem na Łotwie. Nie zjem jej bo siedzę na niej. Nie dosłownie. Siedzenie w które wciśnięte mam swoje cztery litery, ma pod sobą miejsce na gramoty. Wrzuciłem tam swojego kolosa. Niczym porzucone zwłoki, które chowa się przed niepożądanymi osobami. Niech tam gnije i da odpocząć moim plecom. Nie będę specjalnie wstawał by być w centrum uwagi wszystkich dookoła. Może inni też komentują tak jak ja? ” Polijak głodny, kuszać chce kiełbasa z Lotwa. Niech on idi na chuj”

dsc_0025

Zboczeniec ściągnął jednego buta. A co z drugim? Niech wietrzy obydwa naraz! i tak nic nie poczuje. Mroźne powietrze neutralizuje wszelkie zapachy. Nawet te od dziadkowego stołu, na którym odbywa się istna uczta. I jeszcze kawę ma! Napiłbym się kawy. Trzeba przyznać, że dziadek ma styl. Trzy srebrzyste pasy zdobią stylowy dres. Faszyn from Raszyn. Dziadek ma żonę. Na serdecznym, pomarszczonym od starości palcu prawej ręki, błyszczy złocista obrączka. Pewnie poleciała na jego pasiaki na dresie – śmieję się do siebie.

dsc_0024

 

Młoda niewiasta przyodziała kurtkę. Może zimno? Może poczuła na sobie rozbierające, wygłodniałe spojrzenie Zboczka? Poczuła się goła i postanowiła skryć za materiałową szatą. Młoda dama ma chyba zapalenie pęcherza. Co chwila gna do toalety, a wraz za nią wodzi swym wzrokiem pozbawiony buta typ.

Facebook Comments

14 Comments

  1. Piotrek J.

    Bardzo fajnie się to wszystko czyta, aż nie mogę się doczekać kolejnego wpisu. Mam nadzieję że nie stracisz zapału i dalej w miarę możliwości będziesz zdawał relacje ze swojej podróży!!!
    Aaa i kolejny raz dodam że zazdroszczę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *