M minus czyli…

Cytując klasyka „No i w pizdu, wylądował. I cały misterny plan też w pizdu”.

A miało być tak pięknie

Najlepsze fragmenty, które napawają optymizmem, że będzie to nietuzinkowy twór. Promocja w postaci plakatów i reklam. W dodatku jest o tym dość głośno – to będzie coś! Pozostaje jednak zawód i spory niesmak. Każdy z nas doznał tego przykrego uczucia gdy wychodzi z długo oczekiwanego seansu, który był znacznie poniżej oczekiwań. Tak właśnie czuję się ja, gdy mój projekt rozsypał się niczym domek z kart. Nie. To ja go rozpieprzyłem na własne życzenie.

Porwałem się troszkę z motyką na słońce. Patrząc na inne, podobne mi osoby, które do swych wypraw przygotowywały się miesiącami. Mnie zajęło to kilka dni. Bylem z tego niezwykle dumny, czego owoce zbieram teraz. Pierwsza samotna wyprawa bez jakiegokolwiek doświadczenia w nieznane mi kraje. Przez różowe okulary wszystko wygląda tak pięknie, aż do momentu gdy w swym rozpędzie przypieprzymy głową w mur zwany rzeczywistością. Przecież biorąc pod uwagę, że przeżyłem co przeżyłem poradzę sobie w każdych warunkach. Nie poradziłem.

Przyznaje, że miło oglądało się reakcję ludzi na tak nieszablonową zagrywkę młodej osoby względem swojego życia. Sam bylem dumny z siebie. Euforia w momencie pierwszego złapanego stopa, aż po rekordy wejść na bloga, które w ciągu miesiąca wraz z wyruszeniem w wyprawę wzrosły prawie czterokrotnie! Wszystko szło gładko aż do momentu w którym byłem w Rosji. Tu na mej zbroi pojawiły się pierwsze rysy, które przerodziły się w głębokie rany z którymi nie mogłem kontynuować swej drogi. Pierwszy strach. Widmo spędzenia nocy na dworze gdy temperatura sięga -11 stopni. A przecież wystarczyło wymienić walutę w Moskwie czy nawet Rydze, a nie gnać z funtami, które nie są mile widziane w żadnym kantorze.

Wiadomo jak ważne są dialogi wewnętrzne w kryzysowych sytuacjach. Ciężko mi to opisać, ale zawodziły na całej linii. Walczyłem ze swą decyzją aż do ostatniej chwili. Niczym samochodzik, któremu wyczerpują się baterie. Pokonuje kilka centymetrów, by po chwili zgasnąć i już nie ruszyć w dalszą drogę. Ciężko uwierzyć, że niespełna 2 tygodnie temu wyruszałem w podróż życia by przebrnąć przez mroźną Syberyjską zimę. Przebrany za Saitame przemierzać ulice Tokyo zabawiając przy tym tłumy. Popijać drinki z melona na Filipinach i trenować boks tajski w Tajlandii.

Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny. Widać nie nadszedł jeszcze mój czas. Gdy się ociepli, reżyser zajmie się remake’iem, który odsunie w cień nieudaną wyprawę i w pełni zadowoli widzów, a przede wszystkim reżysera i jednocześnie głównego aktora. Trzymając się plusów. Nareszcie spędzę Święta w rodzinnym gronie. Ile to już lat minęło? Nie pamiętam. Sylwester, urodziny. Zostały mi krówki, które przeznaczone były na azjatyckie dzieci jak i biała żubrówka na specjalną okazje. Będzie na otarcie łez..

M+

PS. Dziękuje za wsparcie osób, które mimo wszystko wierzyły. Niketórych z nich nie spotkałem nigdy na własne oczy a dawali motywacyjnego nie rzadko lepiej niż Ci najbliżsi. Dziękuje

Facebook Comments

18 Comments

  1. KasiaS

    Grunt to rozwaga i odpowiedzialność 🙂 …Glowa do góry….do następnej wyprawy bardziej sie przygotujesz i dotrzesz do celu….zapewne nie tylko mnie spodobaly się Twoje artykuly…wiec wymysl cos…abysmy dalej mogli czytac Twoj blog z zapartym tchem…

  2. Beti

    Co cie nie zabije , to cię wzmocni . Mimo wszystko jesteś zwycięzca . Bogatszy o kilka doświadczeń , kilka super przygód . Głowa do góry Igor . Wielkie mecyje …. Ważne ze cos juz zacząłeś , na koniec po prostu trzeba będzie troszkę zaczekać. następnym razem się uda !!!!

    • Co mnie nie zabija to mnie nie zabije. Nie koniecznie wzmocni, może okaleczyc pozostawiajac blizny do końca życia(Jacek Walkiewicz)
      Tez prawda. Nie wazne jak zaczynasz , wazne jak kończysz!

      M+

  3. przywod

    Człowieku! Pojechałeś dobrowolnie tam, gdzie tysiące, co ja mówię, miliony zsyłano przy pomocy towarzystwa turystycznego „Kibitka- tourist”. Byłem i jestem pełen podziwu dla tego przedsięwzięcia. Masz we mnie wiernego kibica. Fajnie piszesz. Lepiej udaj się na bardziej ludzką ziemię i to jak najszybciej! Powodzenia!

  4. Di

    A nie ma opcji, żeby lekko zmienić plan podróży, na przykład wskoczyć w samolot i uciec prędko z lodowatej Rosji gdzieś dalej na wschód? Zaprowadzić parę zmian, ale kontynuować? Chyba że coś bardzo zawadzającego się wydarzyło… Może jutro rano wszystko będzie wyglądać dużo lepiej? Cokolwiek zrobisz, chwała za odwagę! Ta przygoda jest jak bezcenny skarb. Pozdrawiam 🙂

    • Myślałem o tym. Jednak morale opadło zbyt nisko i z podkulonym ogonem i opuszczoną głową czulem wewnetrzną potrzebe by wrócić do kraju. Bezcenny skarb , który pozostawił spory niedosyt, dlatego na przyszły rok ruszam z drugim podejściem
      Pozdrawiam

      M+

  5. Iwona

    Igor przykro mi ze sie nie udalo ale wierze w ciebie i twoje marzenia i nastepnym razem bedzie dobrze ,bo wierze ze bedzie nastepna próba wprawy po spelnienie marzen 🙂

  6. Wow! Wpadłam przypadkiem na twojego bloga i jest świetny! Strasznie mi się tu spodobało. Bardzo ciekawie piszesz , wygląd bloga jest estetyczny. Na pewno muszę wpadać tu częściej 🙂
    Pozdrawiam,
    youboost.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *