Projekt: Fail – pogoń za marzeniami

Jeśli jesteś tu nowy, piszę z myślą o Tobie. Dowiesz się jak powstają piękne marzenia. Jak obracam je w popiół. Oraz jak odrodzą się z niego niczym feniks. Jeśli jesteś ze mną dłużej i lubisz powroty do filmów które źle się kończą, zapraszam również i Ciebie. Jeśli należysz do grona osób, które pomimo dobrze zapowiadających się trailerach i „hype’u” wokół widowiska, czują się zawiedzione spektaklem, cóż… Pozostaje Ci czekać na drugą część, której premiera jest planowana.

PROJEKT : FAIL

Dobrze jest mieć w zanadrzu kilka planów, które dają alternatywę na wyjście z opresji w obliczu beznadziejnej sytuacji. Gdy jeden z nich związany z powrotem do ojczyzny legł w gruzach, z pomocą przyszło moje wewnętrzne „ja”. To zjawisko często jest przez nas określane jako przeczucie, intuicja czy natchnienie. Ja, jako posiadacz bujnej wyobraźni wizualizuje je sobie jako dobrego duszka. Duszka, który jest częścią każdego z nas. Wie co robić bez używania zbędnej logiki, rozsądku czy kalkulowania. Zna Ciebie i Twoje potrzeby a co za tym idzie wie co jest dla Ciebie najlepsze.

Pojawił się niespodziewanie, podczas mojej pracy, gdy mieszkałem jeszcze w Anglii. Jak gdyby w pośpiechu wyszeptał mi na ucho: „rzuć wszystko i jedź w świat, przecież zawsze tego chciałeś”, po czym zniknął. Miał racje. Zawsze tego chciałem. Z podziwem obserwowałem ludzi, którzy sprzedają dobytek swego życia, udając w podróż za swymi marzeniami. Chciałem być tacy jak oni ! Imponowali mi swoją odwagą jak i niebanalnym podejściem do życia – robili to na co mieli ochotę, a nie to co mówi, społeczeństwo, rodzina czy Zenek z dziesiątego. Często wizualizowałem siebie jako właśnie takiego podróżnika, który nie posiadając zaplecza finansowego  idzie za radą Wojtka Cejrowskiego i sprzedaje lodówkę by spełnić swe marzenia . Może właśnie wtedy podświadomie zasiałem ziarenko, które podlewane coraz to barwniejszymi wizjami dotyczącymi podróży miało zrodzić piękne plony. Nie jednokrotnie wspominałem, by uważać o czym się myśli, te mają to do siebie, że często się materializują…i tak też się stało…

Byłem takim małym Cejrowskim. Sprzedałem telewizor, playstation, sprzęt audio, rower i wiele innych rzeczy, których dorobiłem się na emigracji. Z początku nie dochodziło do mnie to co zamierzam zrobić ze swoim życiem. Podobała mi się reakcja ludzi, którzy patrzyli na mnie jak na pomyleńca idącego pod prąd i ich niedowierzanie aż do samego końca. Ze spieniężonych rzeczy miałem tyle by udać się w dowolne miejsce na świecie – podobała mi się ta perspektywa. Z obliczeń wynikało, że moja wyprawa ( nie uwzględniając okolicznych prac, których planowałem się podjąć by podreperować swój budżet) potrwa prawie rok. Na tyle pozwalały mi finanse. Trwała 2 tygodnie…

Gdy pewny byłem swego przedsięwzięcia, wypadało by nadać mu jakąś nazwę. Tak by nabrało powagi i prestiżu. Niestety nic chwytliwego nie byłem w stanie wymyślić. Nazwa znalazła się zaraz po powrocie. Niezwykle trafna. Projekt Fail. Misja okazała się bowiem porażką, a skala popełnianych błędów rażąca. Błędów nie popełnia jednak ten co nic nie robi…

Poniżej znajdziecie spis poszczególnych dni jak i myśli związanych z wyprawą, emocji, które mi wtedy towarzyszyły…

 

DZIENNIK PODRÓŻNICZY

Tu znajdą się linki, bezpośrednio związane z wyprawą czyli:

W jakich okolicznościach i dlaczego? ( Swego  czasu jeden z fajniejszych mym zdaniem tekstów) – Zanim zrobisz największy błąd w swoim życiu

Czym zamierzam dotrzeć do swego celu? – Dlaczego podróż autostopem?

Dzień przed podróżą. Wszystko spakowane, ale zaraz…gdzie są moje bokserki w serduszka? – Im going on adventure

Pierwszy raz wcale nie musi być taki zły! – Dzień 1 i 2 – o tym jak przestałem być prawiczkiem

Facebook Comments

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *