Pieprz to. Zrób dziś to co Cię najbardziej przeraża

Filozofia sukcesu czyli „f**k it”…właśnie za sprawą ilustracji, która znajduję się w tej książce, przypomniała mi się pewna sytuacja…

Dziwnym trafem zawsze wpadaliśmy na siebie gdzieś w centrum miasta. Nie inaczej było tym razem. Znaliśmy się jeszcze z czasów gimnazjalnych. Kontakt mieliśmy raczej słaby, ale zawsze gdy dziwnym trafem nasze drogi się krzyżowały, szliśmy na kawę lub herbatę, porozmawiać o tym jak to życie się z nami obchodzi – albo my z nim. Nie inaczej było tym razem, jednak nie wiedząc czemu udaliśmy się potem do Galerii Handlowej. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę miał swój pierwszy raz…

MÓJ PIERWSZY RAZ

Niemal na samym wejściu przy stanowisku z napisem „Informacja” rzuciła mi się w oczy stojąca za biurkiem dziewczyna. Delikatna uroda, miła aparycja, ciemne blond włosy opadające na ramiona i niebieskie oczęta. Spodobała mi się. Bardzo.

– Za kim się tak oglądasz? – spytała ma towarzyszka.

– Spodobała mi się tamta dziewczyna. – wskazałem na stanowisko za, którym stała.

– To na co czekasz? Idź do niej!

– I co mam jej niby powiedzieć? Nigdy nie podchodziłem do obcych dziewczyn. ( Nie licząc sytuacji w których byłem upojony alkoholem)

– Po prostu podejdź do niej, powiedz, że Ci się podoba i chciałbyś się z nią umówić na kawę.

– Tylko tyle?

– Tak. Idź!

A więc postanowione. Stałem jeszcze przez chwilę, starając się bezskutecznie uporządkować swe myśli. Wiedziałem jednak, że jest to moment w którym im dłużej będę myślał na temat całej sytuacji, tym większe prawdopodobieństwo, że skończę w tym samym miejscu i zrobię to co zawsze w takich sytuacjach – czyli nic. Myśli nadal kotłowały się w głowie, jednak nogi odizolowały się od reszty organizmu i ruszyły naprzód. Krok niepewny, nogi jak z waty. Czuję już chyba zimny pot na plecach. Z każdym krokiem zbliżającym mnie do pięknej dziewczyny, me serce waliło coraz mocniej –  niczym lokomotywa nabierająca pędu, lub jedna z maszyn w Łódzkiej fabryce włókienniczej (kto był ten wie jak przeraźliwy hałas z siebie wydają).

Stałem na przeciw niej. Wziąłem głęboki oddech i…zacząłem mówić po chińsku. Nie dosłownie, jednak słowa jak gdyby po złości nie chciały się układać w zdanie, których sobie życzyłem, więc można było odnieść takie wrażenie. Na jej buzi pojawił się uśmiech, jednak odmówiła. Pierwsza próba, pierwsza porażka. Byłem załamany. Chciałem rzucić się z piętra dokonując swego żywota na posadzce galerii, tak by wraz ze mną zniknęła kompromitacja, której doznałem…

Facebook Comments

2 Comments

  1. Monia

    Oj 😁….. Maszyny włókiennicze nie wydają przeraźliwych dźwięków…. One mówią do nas…. Lub śpiewają .Trzeba się wsłuchać 😁 tak trochę nie w temacie sorki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *