Pali się?

Właśnie wróciłem z pracy po nocnej zmianie. Jestem padnięty. Wampir energetyczny wbił swe kły w mą szyję pozbawiając wszelkich chęci do zrobienia czegokolwiek produktywnego. Marzy mi się łóżko, w którym zregeneruje swe siły, a gdy wstanę przystąpię do egzekwowania swych planów. Jeszcze tylko oddam się codziennemu rytuałowi podglądaniu sąsiadów w bloku na przeciwko, nim wpadnę w objęcia swego łóżka…

Jedna z gałek ocznych wieżowca naprzeciwko znacznie się wyróżniała. W porównaniu z innymi ciemnymi oknami, ta była wypełniona intensywną pomarańczową barwą. Pali się? Nieee, przez szczeliny wydobywałby się przecież dym, czyż nie? Poza tym, któryś z lokatorów na pewno wyczułby dym. Będąc jednak przykładny obywatelem, mam świadomość, że w takich sytuacjach czas odgrywa kluczową rolę, rzucam się wiec bez chwili wahania na telefon i wykręcam numer alarmowy. Przecież tam może ktoś być, trzeba interweniować! – powinienem tak napisać, jednak mijało by się to z prawdą, przynajmniej częściowo…

Mimo soczewek kontaktowych mam słaby wzrok. Pewnie mi się wydaje . Mają pewnie 60 calowy telewizor, który po dłuższej bezczynności włącza wygaszacz ekranu przedstawiający domowe ognisko. Idę spać. Z drugiej jednak strony, co jeśli w pomieszczeniu płomienie tańczą tango? A co jeśli  faktycznie coś tam jest? Dzwonie. Lepiej dmuchać na zimne. Kary finansowej w obliczu mej błędnej oceny sytuacji nie nałożą. Zwale wszystko na swój wzrok, najwyżej dostane zjebke. Nie dzwonie na 998 czy 112. Sekundę zajmuje mi znalezienie w internecie najbliższej jednostki straży pożarnej ( są zaledwie 800 metrów stąd, przyjadą najszybciej)

– Dzień dobry, mieszkam..(podaje adres) w bloku naprzeciw na 5 piętrze, CHYBA jest pożar. – mówię, następnie odpowiadam na pytania Pani z centrali, próbując jak najlepiej opisać miejsce i budynek. Z emocji mylę jednak jego kolor – zielony różni się troszkę od niebieskiego czyż nie? Zaraz się jednak poprawiam. W tle słyszę harmider, ktoś próbuje zebrać precyzyjne informację. Słyszę wszystko i odpowiadam najlepiej jak mogę. Pani z centrali dziękuje za zgłoszenie „już wysyłamy jednostkę” – mówi.

Nie mija 5 minut, słyszę w oddali odgłosy syren. Obserwuje wszystko przez okno, pojawia się pierwszy wóz strażacki z którego wysypuje się zastęp strażaków. Niczym turyści, którzy zgubili drogę, błądzą wzrokiem rozglądają się dookoła – wiedzą, że gdzieś gra muzyka, nie wiedzą jednak gdzie. Otwieram okno, Krzyczę, jednocześnie gestem ręki wskazuję na miejsce domniemanego pożaru. Kierują swój wzrok we wskazany przeze mnie kierunek, następnie znów patrzą na mnie, jak gdyby ich wzrok mówił: „o chuj mu chodzi?” – Czy oni naprawdę tego nie widzą? A może to ja się pomyliłem? Mam przesrane – myślę, ubierając się jednocześnie i szybko zbiegając na dół. Tłum gapiów zebrał się wokół zbłąkanych strażaków. Stały trzy wozy strażackie, nie jeden! – W przypadku mej fałszywej informacji swym gniewnym rykiem wgniotą mnie w ziemię. Trudno. Zbliżam się do najwyższego z nich.

– To ja dzwoniłem – próbuje zlokalizować piętro w którym dostrzegłem płomienie. Jest. Są! – wiem jak to zabrzmi jednak czuję ulgę, nie myliłem się, widzę je…

– ” O kurwa, pożar” – rzekł wysoki strażak. To takie naturalne, takie polskie…słowo „kurwa” najprawdziwiej odzwierciedla nasze uczucia i emocję. Rozbawiło mnie to troszkę.

Natychmiast przystąpili do akcji. Cała sytuacja jak i pogoda (stałem w krótkich spodenkach i rękawku) postawiły mnie na nogi niczym ścieżka najlepszego towaru. Wróciłem na górę kontynuując obserwację zmagań naszych strażaków, którzy z precyzją skalpela – tak jak uczono ich na treningach – wykonują bezbłędnie następujące po sobie procedury. W mgnieniu oka opanowują sytuacje. Widzę światła ich latarek które przemieszczają się po wnętrzu mieszkania.

Wnioskuje po spokoju obecnych ludzi, że obyło się bez ofiar. Samozapłon? Może. Nie uwaga właścicieli, którzy w pośpiechu opuszczali swe mieszkanie udając się do pracy? Bardzo prawdopodobne. Dziwi mnie fakt, że nikt tego nie zauważył. Gdy nastąpiła eskalacja całej sytuacji i strażacy przystąpili do działania, balkony były wypełnione gapiami – te sąsiednie również.

Sytuacje w której łatwiej machnąć jest ręką aniżeli interweniować są nam wszech obecnie znane. Sam postąpiłem prawie tak samo – w końcu mnie to nie dotyczy, więc po co się angażować? To błąd. Podczas tej sytuacji nic się na szczęście nie stało poza utratą dóbr materialnych, ale mogło. Pamiętajcie, że to wy możecie być kiedyś w kryzysowej sytuacji, która wymaga pomocy osób ” z zewnątrz”. Nie bądźmy obojętni, nie odwracajmy wzroku na obraz krzywdy. Interweniujmy. Proponuję też wyciągnąć czasem swój nos z poza ekranu smart fona i poobserwować trochę otoczenie. Nie mam tu na myśli by skanować wszystko i szukać zagrożeń. Poobserwujcie jak miasto budzi się do życia, jak wchodzi na największe obroty, jak zasypia. Ludzi, przyrodę, napawajcie się zapachami i smakami. Każdy dzień to okazja, do nawiązania nowej znajomości, przyjaźni, miłości. Do stworzenia kolejnych pięknych chwil, które na starość będziecie wspominali z uśmiechem na twarzy.

I jeszcze jedno. Pamiętajcie, że przewożąc kogoś na drugi brzeg rzeki, samemu tam trafiamy.

M+

 

Facebook Comments

One Comment

  1. To prawda, że mamy tendencję do odpuszczania w takich sytuacjach. Znieczulica społeczna coraz większa niestety. A potem – kiedy ktoś nas zignoruje i nie pomoże – lamenty i żale. Dobro wraca. Obojętność też.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *