Ciemne chmury

Po tym jak moje życie zrobiło obrót o 180 stopni, postanowiłem, że opiszę swoje trzy miesiące w zupełnie nowym dla mnie otoczeniu w którym to nie funkcjonowałem nigdy na codzień jako dorosły człowiek. Patrzę w kalendarz, który informuje mnie, że ma przygoda w rodzimym mieście trwa już siódmy miesiąc, a nie trzeci. Moja sytuacja życiowa w żaden sposób nie uległa jednak diametralnej zmianie na lepsze. Niczym zwierze zapadające w zimowy sen, wybudziłem się z niego bardzo późno…

Bądź sobie sterem, żeglarzem i okrętem

Taki tytuł miał jeden z moich wpisów ( Znajdziesz go TUTAJ ). Wszystko pięknie i ładnie opisane, co jednak jeśli Twoi załoganci zaczynają się buntować w kryzysowych momentach?

Na załogę składa się: MOTYWACJA, CIERPLIWOŚĆ, SAMODYSCYPLINA, SYSTEMATYCZNOŚĆ, WIARA i kilka innych. Chmury przysłoniły słońce, które rozświetlało drogę morską wyznaczoną przez kapitana, zerwał się sztorm. Z głębin morskich wyłoniły się krakeny, blokując dalszą drogę. A załoga? Nie było po niej śladu…pozostałem sam, przez co mój okręt nie mógł ruszyć z miejsca. Znalezienie ich zajęło mi sporo czasu. Zdecydowanie zbyt wiele! Chowały się hultaje pod burtą.

Ciężko jest gdy za cel obrane zostało propagowanie myślenia pozytywnego, tymczasem te przestały wypełniać mą głowę. Pisząc o tym czuję się trochę nagi. Na szczęście jestem bezwstydny 😉 Zawsze uważałem by nie obnosić się ze swoimi negatywnymi emocjami, jednak gdy pojawią się w dość sporej liczbie ich ciężar potrafi być przytłaczający. Dobrze jest dać im upust, najlepiej poprzez rozmowę z bliską osobą. Tak też poczyniłem i czuję, że znów mogę normalnie funkcjonować i nadrobić zmarnowany czas..

Final countdown

W przyszłym miesiącu rozpocznie się odliczanie. Odliczanie do drugiego podejścia podboju świata. Mniej więcej rok czasu. Jest to kupa czasu, jednak wystarczająco by tym razem dobrze i na spokojnie się do wyprawy przygotować, odłożyć troszkę grosza i zrealizować inne projekty, które chodzą mi po głowie. Termin trzeba jednak potraktować dosyć luźno. Może się troszkę wydłużyć, może coś mnie trzepnie i wyjadę z dnia na dzień? A może nie pojadę w ogóle gdyż pojawi się „game changer”? W życiu piękne jest to, że jest nieprzewidywalne, a zwroty „akcji” często lepsze są od tych, które podziwiać możemy w Hollywoodzkich produkcjach. Myślałem by podjąć się tej samej trasy, jednak kusi mnie Ameryka Łacińska. Czas pokaże na co się zdecyduję…

Miasto grzechu

Mieszkając w Łodzi, zakochuję się w niej kolejny raz – nie jestem w stanie zliczyć który. Gdy idę gdzieś pieszo, lub biegam, staram się wybierać trasę na której wcześniej nigdy nie stanęła moja stopa. A to odkryję opuszczoną fabrykę, piękną kamienice czy inne ciekawe miejsce. Do głowy wpadł mi pewien pomysł: skoro moje miasto jest tak zajebiste, a jednocześnie niedoceniane, dlaczego by nie nakręcić o nim dokumentu, który pokazałby jego wspaniałe oblicze i niepowtarzalny klimat? Od tego pomysłu skutecznie odwlekają mnie jednak sami mieszańcy miasta. Posłuchajcie…

„Pięćset bijatyk. Tyle sobie wyznaczyłem w dzieciństwie. Pięćset ulicznych bójek, robi z człowieka twardziela, trzeba nabrać doświadczenia, mieć skórę jak słoń. Więc zacząłem…” – pamiętacie ten fragment z filmu „Synowie mafii”? Sporo wyjść na miasto kończy się nieprzyjemnymi sytuacjami z których niestety nie da się wyjść dyplomatycznie, więc jeśli tak dalej pójdzie dobije do słynnej pięćsetki 😉 A tak na poważnie… Sytuacja na chwilę obecną się troszkę unormowała, jednak z początku miałem wrażenie, że ciąży nade mną jakieś fatum. Jak wytłumaczyć sytuacje w której człowiek idzie podbić łódzkie parkiety, miło spędzić czas ze znajomymi, a co jakiś czas trafia na mentalnych sebixów, którzy to pod wpływem magicznego eliksiru z procentem zyskują niebywałą pewność siebie, że są Brucem Lee i muszą skonfrontować się z innym samcem? Pewność siebie nie jest adekwatna do umiejętności, które weryfikuję – tak, pójście na treningi sztuk walki było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, o tym jednak wspomnę niebawem. Zastanawiam się co takie osobniki mają w głowie? Czy życie daje im tak po dupie, że swą frustracje muszą uzewnętrznić poprzez fizyczną konfrontacje z innym samcem? Może za dużo testosteronu? Proponuję sport, który jest dobrem lekarstwem na wszystko.

Tyle ode mnie. Musiałem tym wpisem przezwyciężyć swą niemoc w pisaniu. Ilekroć zabierałem się za nie zabierałem, pojawiał się ciekawy artykuł, który muszę przeczytać, wyszedł nowy film, który muszę obejrzeć i tak przez dwa miesiące. Przykre. Ten rozdział jednak zamykam i zaczynam pisać nowy, dlatego też …

-Stay tuned, stay positive-

M+

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *