Poznajcie mego kompana – „Victoria”

Jak już wspominałem, po raz pierwszy w swą autostopową tułaczkę nie wybiorę się sam. Plan A spalił jednak na panewce.

PEWNIE, ŻE JADĘ! …ALBO JEDNAK NIE

Kolega, który przejawiał „wielkie” chęci, by wybrać się w tego typu podróż, stawiając to jako jeden z celów na te wakacje, wykruszył się. Wakacje za granicą w ciepłych krajach, jak i nabycie pewnej rzeczy materialnej, było znacznie bardziej kuszące niż przeżycie czegoś „innego”. W porządku rozumiem. Są rzeczy ważne i ważniejsze.  Kiedyś już o tym wspominałem. Standardowo, gdy przychodzi do planowania tego typu projektów lub tych na troszkę mniejszą skalę, chętnych jest od groma. Mawiają zawsze: „daj znać, jak będziesz gdzieś jechał, na pewno się z Tobą zabiorę!”. Na pewno to Kopernik nie żyje. W sumie znając go na tyle dobrze, gdzieś w głębi przeczuwałem, że gdy dzień wyjazdu zbliżał się będzie małymi kroczkami, usłyszę jakąś wymówkę. Gdzieś jednak jeszcze głębiej chciałem się mylić. W końcu nie co dzień zdarza się opcja doświadczenia czegoś zajebistego. Doświadczenia te, potrafią zmienić twą osobę o 180 stopni. Dlatego też z jednej strony szkoda z drugiej natomiast odetchnąłem z ulgą, albowiem jest to typ osoby, która wytatuowałaby sobie „nigdy się nie poddawaj”, a podda się jako pierwsza. Wizualizacja: stoicie na wylotówce, żaden samochód nie zatrzymuje się od 5 minut. Kompan już lekko zniecierpliwiony twierdzi, że chuja złapiecie. Jedzmy już do domu co? Wydaję mi się, że różnice w charakterach trzeba bardzo zniwelować w przeciwnym razie może dojść do porzucenia osoby towarzyszącej, gdzieś w Koziej Wólce.

Dobra starczy wylewania mych żali. Przejdźmy do konkretów na, które wszyscy czekają…

CIĘŻKO ZNALEŹĆ KOMPANA? STWÓRZ GO!

… Wtedy pojawiła się ONA. Stworzona specjalnie dla mnie: Młoda, zgrabna, wiecznie uśmiechnięta z wielkimi ślepiami. Victoria było jej na imię i jest…lalką.

Pomyślicie, że odjebało mi do reszty (i pewnie będziecie mieli rację) Jak to dorosły facet podróżuje z lalką? Jednak posłuchajcie. Kiedyś rozkminiałem, że fajnie byłoby mieć maskotkę, która byłaby mym talizmanem na szczęście, który zabierałbym w swe podróże. Pierwsze co przyszło mi na myśl to delfin. Niezwykle pozytywne zwierzątka sprawiające wrażenie wiecznie uśmiechniętych. Podczas jednej z wizyt u mamy, gdy bawiłem się z siostrzyczką, wzięliśmy się za uszycie lalki z czasopisma typu „zrób to sam”. Właśnie wtedy zaświeciła mi się żaróweczka, czemu by nie? Chcę taką! Według czasopisma laleczka nazywa się „Viktoria”(zwycięstwo), czyli tak jak na imię ma moja młodsza siostrzyczka. W dodatku jest zrobiona specjalnie dla mnie, przez moją mamę, więc dochodzi wartość sentymentalna, jak i poczucie bliskości z rodziną. Kolejnym plusem jest to, że w przeciwieństwie do mojej siostrzyczki, nie marudzi – pasuje idealnie! Wiem, troszkę was wkręciłem, ale i tak mnie kochacie. Prawda? 🙂

M+

Ps. Gdy wraz z Victorią zwiedzimy już kawałek świata, zrobię jej zdjęcie, upublicznię i podpiszę „Ta lalka, zwiedziła prawdopodobnie więcej niż Ty”. Być może to was zmotywuje do podróżowania i korzystania z wszelkich uroków życia 😉

Poznajcie mojego kompana - "Victoria"
www.mplustravel.pl
Facebook Comments

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *