Cebulak level: Hard

Specjalnie zwolniłem się wcześniej z pracy, by załapać się, chociaż na drugą połowę meczu. Zamiast tramwaju, chyba szybciej dotarłbym do domu kajakiem, biorąc pod uwagę intensywność opadów deszczu. Wybiegam z tramwaju. Pędzę niczym gepard, przedzierając się przez miejską dżunglę. Niczym górska kozica przeskakuję nad kałużami. Krople deszczu staram się wymijać niczym Leo Messi pachołki na treningach. Dobiegam jednak cały mokry. Pozostaje znaleźć transmisje do meczu, co idzie mi dość opornie. Z ratunkiem przychodzą współlokatorzy, częstując przy tym whiskey. Grzecznie odmawiam, lecz widząc wynik spotkania, chcę zmienić swą decyzję. Jest 3:0 dla Dani. Zostało ostatnie 20 minut meczu. Wysłuchuję przy tym uwag współlokatorów, dotyczących katastrofalnej gry naszej reprezentacji. Widzę ostatnią bramkę Duńczyków, która jest wbiciem gwoździa do trumny. Przegrywamy swój pierwszy mecz w tych eliminacjach wynikiem 4:0.

Pominę już sam wynik, a skupię się na innej kwestii. Ludziach. Kibicach. Kibic zawsze kojarzył mi się z osobą, WSPIERAJĄCĄ swoją drużynę, lokalną czy też narodową. Według mojej definicji, po wszystkich komentarzach, które przeczytałem pod artykułami dotyczącymi meczu, mamy do czynienia w dużej mierze z „kibicami sukcesu”. Idzie zajebiście? To zajebiście. Przegrali? To chuj wam w dupę, frajerzy, lamusy itd. Nagle sporo osób odkryło w sobie paranormalne zdolności, stawiając się w roli poważnej konkurencji dla wróżki ze Zgierza. „Ja wiedziałem, że przegrają w tym meczu, było za dobrze” – mawiają.

Cofnijmy się kilka lat wstecz. Mamy marne miejsce w rankingu FIFA. Gramy piach. Mimo wszystko człowiek, wierzy. Włącza telewizor. Wkurwia się , ma ochotę wyrzucić odbiornik przez balkon. Zarzeka się, że już więcej tych grajków oglądał nie będzie. Okłamuje sam siebie. Znowu włączy. Obejrzy i się wkurwi, bo przegramy po marnej grze. Potem pojawił się on. Nawałka zjawił się niczym rycerz na białym koniu. Za ruchem czarodziejskiej różdżki, sprawił, że poczynania naszych kopaczy są znośne do oglądania. Ba! Grają dobrze. Bardzo dobrze! Apogeum było na Euro 2016 podczas, którego dokonał czegoś niesamowitego. Doszliśmy aż do ćwierćfinału. Mieszkałem wtedy na emigracji. Cała Polonia zbierała się w jednym z lokalnych pubów, by dopingować poczynania naszych orłów. Radość była nie do opisania! Mazurek Dąbrowskiego odśpiewany przed każdym meczem, na obcej ziemi przez ponad sto osób – coś pięknego. Zapomniał już jeden z drugim, jak oglądając te mecze prawie masturbował się ze szczęścia przed ekranem telewizora?

Gdy już odpadliśmy z Portugalią, postawa kibiców była niesamowita. Zero hejtu, wylewania swych żalu, jadu – nic! Wdzięczność i radość. Jak to wygląda teraz? Rozgrywamy swój najgorszy mecz. Nie ma co ukrywać, to było dno. To był jednak zaledwie jeden mecz, który nam nie wyszedł. Jeden jedyny. Wystarczy, by dwulicowe żmije powychodziły ze swych nor i pluły jadem. Troszkę szkoda mi tych osób. Muszą mieć tak chujowe życie, że swe wewnętrzne frustrację muszą na kogoś wylać. Pomedytujcie może? Pobiegać pójdźcie. Gwarantuje, ulży wam troszkę. Gdy już zejdzie z was ciśnienie, posprzątajcie bałagan w swym życiu. Bo musi tam być istna Hiroszima. Żonę też zaczniesz wyzywać on najgorszych, bo zdarzy się jej raz przesolić zupę? Najlepszym zdarzają się potknięcia. Kubeł zimnej wody jest potrzebny, by zejść na ziemię. Dokonać analizy i usprawnić to, co funkcjonuje źle.

Nie będę ukrywał sam byłem zawiedziony. Wybaczyć można wszystko, każdą porażkę, ale po walce. Tu tej brakowało. Może są jakieś wewnętrzne rzeczy o których nie mamy pojęcia, więc pozostaje nam wierzyć. Osobiście współczuję Kazachstanowi. Za wszelką cenę nasze orzełki będą chciały zmazać plamę z honoru, co może się dla nich skończyć boleśnie. Gwałtem.

Moja rada to: Dystans, wsparcie i wiara – na dobre i złe. Bycie Cebulakiem jest złe. Jeśli nim jesteś, proszę przestań.

M+

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *