Naiwny marzyciel

Telefon wyświetlił mi wspomnienia w postaci zdjęć. Dokładnie rok temu niczym Stanisław Żółkiewski zdobyłem Moskwę. Na Kreml nie wjechałem jednak na białym koniu, a dojechałem tam taksówką, której właściciel wydymał mnie na pieniądze. Nie znający realiów, które tu panują, turysta jest łatwym kąskiem. Na pewno nie byłem pierwszym. Na pewno nie byłem ostatnim.

Najbardziej rozpoznawalny budynek nie tyle Moskwy, ile całej Rosji – Sobór Aleksandra Newskiego – jest w zasięgu wzroku. Dosłownie kilka metrów dalej. Na wyciągnięcie ręki! Do niedawna widywałem go w wiadomościach, pocztówkach czy zdjęciach w Google. Teraz patrze na wyświetlone na ekranie mego telefonu zdjęcia, gdzie stoję na jego tle. Totalna abstrakcja. Byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Duma miesza się z niedowierzaniem. Zdecydowałem się zrobić najbardziej popieprzony krok w moim życiu. Byłem tego życia Panem. Byłem Wojciechem Cejrowskim, który sprzedał lodówkę, by zwiedzać świat. Nie boso. Byłem wolny jak ptak, więc na skrzydłach. Unosiłem się beztrosko na niebie. Podziwiałem Plac Czerwony, który zachwycał za każdym razem. Ja widniejący na zdjęciach sprzed roku, jeszcze nie wiedziałem, że moje skrzydła zostaną przebite i spadnę z hukiem na ziemię, kończąc swą podróż. Upadek będzie, niezwykle bolesny i jego konsekwencję będą widoczne aż po dzień dzisiejszy.

Podczas upadku uszkodziłem swą „ramę”. Ta oprócz funkcji ozdobnej, pełni funkcję zabezpieczającą obraz. Arcydzieło. Każde ciężkie doświadczenie życiowe, które utwierdzało mnie w przekonaniu, że jeśli je przetrwałem mimo przeciwności losu, przetrwam wszystko. Jestem pieprzonym terminatorem. Husarem, który galopując na swym koniu, z wyciągniętą kopią pokonuje wszelkie przeszkody. Królem dżungli. Pewnym siebie. Pewnym swego. Aż do tamtego momentu, gdy pojawiły się pierwsze pęknięcia na ramie. Pęknięcia te rzucały się w oczy bardziej niż sam obraz, który niegdyś zachwycał swym blaskiem. Teraz jakby poszarzał. Pęknięcia są głębokie. Terminatora strawiła lawa. Husar wstrzymał swój galop, bez powodzenia wyszukując celu, który przysłoniła mu mgła. Król schował się w buszu. Boi się z niego wyjść. Już nie jestem pewnym siebie. Już nie jestem pewnym swego.

Ostatnie pytanie

– I co robisz, by to osiągnąć? – spytała, zadając kolejne, jak się okazało ostatnie pytanie, nim wyszedłem. Posłała mnie na deski, celując prosto w wątrobę. Zwaliła z nóg. Próbując złapać oddech, swój tępy wzrok skupiłbym na martwym punkcie, tonąc w spirali swych myśli, próżno szukając odpowiedzi. Odpowiedzi na to  dlaczego nie robię nic, by osiągnąć swe cele i marzenia, o których tyle mówię. Są zajebiste, ale słowa te pompują pusty balonik. Słowa bez pokrycia są gówno warte. Wychodzę.

To samo tyczy się wpisów. Obietnice. Dziś dodam nowy. Nie pojawił się? To podobnie jak ten dupek, który obiecywał, że następnego dnia się odezwie, a Ty głupia zerkasz co chwila na ekran telefonu, próżno wypatrując od niego wiadomości. Pomijam fakt, że me biurko zasypane jest przez stos karteczek z pomysłami, tematami i fajnymi jak mi się wydaje tekstami. Mam chęci, czuje, że mam wenę, lecz zamiast kuć żelazo, póki gorące, czekam. Na co? Sam nie wiem. Absorbuję się wszystkim dookoła, a gdy już zabiorę się do pisania, mą głowę wypełnia pustka. I w końcu nie piszę. Nic.

Coś na śpiewająco

Pewnego razu wybrałem się do kina z uroczą dziewczyną. Za jej „drobną” namową wybór padł na „La La Land”. Film był całkiem spoko – skwitowałem po zakończonym seansie. Nie byłem świadom, że to bomba z opóźnionym zapłonem. Ten film jest zajebisty! Co wpłynęło na nagłą zmianę mej oceny? Głębsza refleksja. Dwie sytuacje, z którymi się utożsamiam…

1. Porzuć swe marzenia.

Tak, o dziwo coś łączy mnie z Ryanem Goslingiem. Może nie jest aż tak przystojny, jak ja i nie sprawi, że uśmiechniesz się w ciągu trzech sekund. Główny bohater, grany przez wyżej wspomnianego aktora zjechał z głównej drogi na boczny tor, oddalając się tym samym od swego marzenia. Stwierdził, że może mu się nie udać, a póki co jest dobrze, jak jest, mimo że się nie spełnia. Podobnie jak ze mną. Gdy wylądowałem w Łodzi zaczęło podobać mi się życie, jakie tu mam. Imprezy zakrapiane alkoholem. Kobiety. Tworzenie nowych popieprzonych wspomnień ze swymi znajomymi. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że ma się umiar. Mnie to pochłonęło. Pochłonęło do tego stopnia, że przestałem koncentrować się na swym celu i gotów byłem zlać się w jedną masę z ludźmi, żyjącymi od wypłaty do wypłaty. Czekać z utęsknieniem na weekend, w którym to znów będzie można odpalić wrotki. I zapomnieć.

2. Naiwny marzyciel

„Może jestem z tych ludzi, którzy zawsze czegoś chcieli, ale to tylko mrzonki” – te słowa natomiast są wypowiadane przez główną bohaterkę filmu. Znowu strzał w dziesiątkę. Refleksje nasilają się z każdą doznawaną porażką. Człowiek zastanawia się, czy to, co robi jest, aby na pewno dla niego? Czy nie jest czasem tak, że na wszystko patrzę przez różowe okulary. Wystrzegam się kolejnych prób, jeśli widnieje na horyzoncie ryzyko porażki, która okraszona będzie bólem, z którym coraz ciężej jest się zmagać. Przez głowę przechodzi nawet wizja wejścia na dłużej w strefę, z której nie tak dawno się uciekało z uśmiechem na twarzy. Bezpieczna posadka i stały dochód.

Statysta czy reżyser?

Każdy w swym życiu miewa gorsze chwile, w których zaczyna podważać dosłownie wszystko. Od nas samych zależy co, z tym fantem zrobimy. Czy wybierzemy łatwiejszą drogę i będziemy statystować w czyimś filmie, czy zdecydujemy się na trudniejszą drogę i wyreżyserujemy sobie nasze własne, wymarzone życie. To jednak wymaga znacznie więcej trudu. Wyznaczenie priorytetów. Nieprzespanych nocy. Ciągłego samodoskonalenie się. Każdy z nas posiada potencjał, jeśli jeszcze tego nie zrobił, musi go tylko odkryć. Jak? Próbując ciągle nowych rzeczy, aż w końcu trafi na coś, co przychodzi mu łatwo, robi to lepiej niż inni i sprawia mu to przyjemność. Potem pozostaje to szlifować i zrobić z tego odpowiedni użytek.  Jeśli posiadając wiedzę o większości czynników, które odpowiadają za sukces, nadal decydujesz się zapuszczać korzenie w krainie prokrastynacji, wiedz, że jesteś skończonym, leniwym kretynem. A wiesz, jak ponoć wygląda ich los? Lądują w piekle, gdzie skazani są na oglądanie swojego zajebistego życia, a raczej tego, jakie by było, gdyby tylko ruszyli dupy i wzięli się za siebie. Cóż, teraz jest już za późno…

M+

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *